Dom Biały







DOM BIAŁY

Powieść
K. Pawła Koka (Kock)
tłumaczył z francuzkiego
Józef Kraszewski

Tom piąty








ROZDZIAŁ I.

POŻEGNANIE ZAMKU.

Alfred pociągnął za sobą Edwarda drogą, którą przed sobą, zobaczył, myśląc tylko, aby go co prędzej od Domu Białego oddalić i od mieszkania Izory. Szli długo w milczeniu nie wiedząc gdzie idą, Bo udręczone serca słowa im wymówić nie dozwalały''. Tak przez czas długi idąc bez celu, byleby się tylko oddalić z doliny, stanęli wreszcie odpocząć, po trudach duszy i ciała, na obszernej łące; Edward pada na murawę, mówiąc do Alfreda: ''Odpocznijmy tu... Chciałbym odetchnąć na chwilę.''
Alfred siada przy nim. Długi czas milczą obadwa; Edward nakoniec odzywa się drżącym głosem: ''Jestżeś pewny, że to twój ojciec?
— ''Mój kochany, oczy syna mogłyżby się pomylić!.. tak, on to; szedł ku mnie!.. Księżyc twarz mu oświecał.... Miałem dosyć czasu przypatrzeć mu się, poznać go!... Osłupiałem... z podziwienia;... i zostałem ukryty w drzewach;... dzięki Bogu, że mnie nie spostrzegł!... Syn nie powinien widzieć przed sobą rumieniącego się swych postępków ojca. Nie chcę śledzić przyczyn, które go do takiego postępowania skłoniły, ani uczuć jego ku Izorze... Nie jestże panem swej woli? a choć ma słabości... czyliż za to nie posiada tysiąc przymiotów?... Ah!kochany Edwardzie! kiedy pomyślę toby z tego wyniknąć mogło, gdybym go nie poznał.... gdyby ciemność obudwu nam rysy jego osłonił!... drżę dotąd... serce mi się kraje... Mój ojciec... tak dobry, tak powolny dla mnie... który mego szczęścia tylko pragnie, najlepszy mój przyjaciel!.. możeby umarł z twej ręki... w przytomności syna! o! wierz mi przyjacielu, wszystkie rocki miłości wszystko co cierpiem dla kobiet, nie może zrównać męczarniom rozdzierającym serce syna, na samą myśl, że mógł, przypadkiem, być zabójcą własnego ojca!..
— ''Ale sadzę żeś się już przecie uspokoił Alfredzie!
— ''Tak... pewny jestem że szanować będziesz ojca niego, że na niego nie podniesiesz ręki... zresztą, mój przyjacielu, sprawiedliwie rzeczy biorąc, on cię nie oszukał... Izora tylko jest winną; niepowinna cię była kochać,... najmniejszej dawać nadziei;... ale kobiety oprzeć się nie mogą, chęci podobania, nie patrząc na to co z tego wyniknie... W zapale swej zazdrości chcesz walczyć z tym który zabrania Izorze widywać cię, i słuchać?.. A jednak, nie miałże prawa? zapewne musi ją znać oddawna!.. Ona być musiała przyczyną częstych jego podróży, w których mnie nigdy nie brał z sobą... tak dawno!., dawno, już jak bywa w Domie białym;... ale miłostki!.. Doprawdy to mię dziwi, wierzyć mi się nawet nie chce. Od czasu śmierci, drugiej jego żony, tej Adeli, którą tak kochał, sto razy słyszałem go mówiącego, że żadna kobieta do serca jego nieznajdzie przystępu... wiem jak wprawdzie, że to się tak często mówi, a jednak..; ale nie! to mię dziwi!.. Jedynym błędem, który mój ojciec popełnił, to, że mi się nie zwierzył, że mi ani stówka nie powiedział, o tej intrydze?.. Czyliż nie jestem mu razem przyjacielem i synem!.. Gdyby mi był co mówił, nieprzechadzalibyśmy się koło Domu Białego.. nieumizgali się do dziewczynki... nie byłbym wystawiony na niebezpieczeństwo współzalotnictwa z nim!.. ale kiedy tak tajemnic wszystko ukrywa, szanujmy jego tajemnice... Niewie żeśmy w tym kraju; niemiałem czasu do niego napisać, a jeśli mu dziewcze mówiło o jakim Edwardzie, nie domyśli! się ze to przyjaciel jego syna..''
Edward wysłuchał spokojnie Alfreda; zdaje się zgadzać na to co mówił, uspokoił się znać działanie, rozumu. Czyste i świeże nocy powietrze, odpoczynek chwilowy zrobiły także swój skutek; krew wolniej krąży, serce wolniejsze; niechby każdy zapalony zazdrością i zemstą przeszedł się dobry kwadrans na świeżym powietrzu...


1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 Nastepna>>